Sebastian Niemczycki – dopiero później zauważają twoje zalety, talenty, sukcesy

Sebastian Niemczycki – dopiero później zauważają twoje zalety, talenty, sukcesy

Dlaczego, jako dziewiętnastolatek zostałeś nauczycielem?

Nie potrafię ci jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Tak jak, ci mówiłem, ja zawsze marzyłem o tym, żeby wypowiadać się publicznie, tak by moja wiedza mogła być wysłuchana, zrozumiana i doceniona. Zawsze chciałem się nią podzielić z innymi, a zdarzyła się taka okazja, że w marcu, albo w kwietniu 2018 roku, zadzwonił do mnie mój szef i zaproponował mi przejęcie trzech uczniów do końca czerwca, w ramach zastępstwa. Zrobiłem to. Już we wrześniu 2018 roku tych uczniów było trzynaście, a ich liczba stale wzrastała. 

fot. Z czerwonym aparatem – Kinga Tomala

Jak wyglądały twoje początki, jako nauczyciela?

Wiadomo, że trzeba było opracować sobie swój tryb nauczania; inspirować się innymi; poznać podstawy; zacząć kreować swoją markę. Od zawsze chciałem to robić, a uważam że, nie ma lepszej nauki niż praktyka.

To jest jak jazda samochodem. Żaden instruktor nauki jazdy nie przygotuje cię na poślizg, stłuczkę. Nie pokaże jak reanimować. Owszem, powie o tym, ale to będzie wyreżyserowane. Pierwsze wypadki i stłuczki dużo uczą. Tak samo jest, gdy uczeń odchodzi. Nie wiem. czy on odchodzi, dlatego że jestem kiepskim nauczycielem, albo coś złego powiedziałem. Bardzo przeżyłem, gdy słyszałem pogłoski, o tym, że jestem za młody na nauczyciela.

Często jest tak, że dany uczeń nie pasuje do nauczyciela, nie potrafi się do niego przekonać. W prywatnym szkolnictwie świetne jest to, że uczeń sam może wybrać nauczyciela.

fot. Z czerwonym aparatem – Kinga Tomala

Czujesz ból, gdy uczeń kończy swoją edukację?

Wiesz, to zależy. Jeżeli nie pasowałem do ucznia, to wiadomo, że nie czuję bólu. Natomiast, jeśli idzie do innego nauczyciela, to cieszy mnie to, że on chce się uczyć. Jednak, jeśli ktoś rezygnuje całkowicie z nauki, to zawsze się smucę. Zawsze uważam, że człowiek – nauczyciel – nie może być przeszkodą w spełnianiu swoich ambicji, czy realizowaniu pasji, dlatego zawsze powtarzam, że jeśli zmiana nauczyciela – bo po prostu obie strony się nie dogadują – ma coś pomóc, to jak najbardziej jestem za taką zmianą. 

Uczyłem pewną uczennicę gry na flecie poprzecznym, a dokładniej, przygotowywałem ją do egzaminów do państwowej szkoły muzycznej. Zdawała do Żywca i do Bielska. Zgadnij, gdzie się dostała? Do Bielska. To był jeden, z moich większych sukcesów pedagogicznych, że ja – pianista, po drugim stopniu na organach, z pasji dyrygent i kompozytor, a z zawodu przedsiębiorca – zrobił to. Cały sęk w tym, że ja nie uważam się za flecistę. Wielokrotnie moja uczennica była kilka schodów wyżej swoimi umiejętnościami. Wielokrotnie to ona zagrała coś, czego ja nie potrafiłem jej pokazać, ponieważ nie gram raczej na co dzień na tym instrumencie – oczywiście, przed laty uczyłem się w szkole muzycznej na flecie poprzecznym, natomiast nie w takim stopniu jak na fortepianie, czy organach. Przed pierwszymi zajęciami, uprzedziłem ją i rodziców, że nie jestem flecistą z wykształcenia. Zgodzili się jednak dać ją pod moją opiekę. Wszystkim wyszło to na dobre, a w rezultacie okazało się, że do egzaminu była przygotowana świetnie – nie tylko pod względem ,,pięknie wyśpiewanego dźwięku”, ale także pod względem wiedzy teoretycznej, czy z zakresu historii muzyki i innych przedmiotów. Oczywiście nie ulega wątpliwości – dziewczyna ma ogromny talent, do którego tylko przyłożyłem delikatnie rękę, by nie zaprzestała jego pielęgnowania i tyle. To, że dostała się do Bielska, do lepszej szkoły, paradoksalnie nie dostając się do Żywca, możemy chyba oboje odnieść jako nasz wspólny sukces. 

Jakim jesteś nauczycielem?

Pan Sebastian, mimo że jest młody i wygląda na luzaka, to jest bardzo wymagający.

uczennica Sebastiana niemczyckiego

Faktycznie bardzo dużo wymagam od uczniów. Jeżeli uczeń przychodzi na trzecią lekcje i mówi mi, że czegoś nie umie, to obaj stawiamy sobie warunki dalszej współpracy. U mnie nie ma słowa ,,zapomniałem nut”, albo ,,umiem do połowy”. Na moich zajęciach jest szczerość. Nie nauczyłeś się w domu? Będziemy męczyć się wspólnie na lekcji. Nie odpuszczam im, mało tego – stawiam poprzeczkę coraz wyżej, by wiedzieli i czuli, że ktoś wierzy w ich możliwości. Ta wiara często przeradza się w ich sukcesy – i o to chodzi w nauce. Trzeba sobie postawić jasny i klarowny cel – dla jednego nauka gry na instrumencie ma być tylko formą relaksu, odpoczynku, terapii, a dla innych – dążeniem do spełnienia swoich życiowych planów, ambicji, czy poszerzenia swoich horyzontów.

fot. Z czerwonym aparatem – Kinga Tomala

Czujesz się dziwnie, gdy uczeń mówi do ciebie per pan?

Dlaczego mam czuć się dziwnie? Wręcz bardzo się cieszę, bo to wywodzi się z kultury, jaką zostali wychowani. Czasem do uczniów w moim wieku mówię per ty, ale też per pan/pani. Muszę się pilnować na lekcjach pod tym względem. Trzeba się starać. Lekcja indywidualna ma to do siebie, że muszą się starać dwie osoby. Skoro oni zwracają się do mnie w taki sposób, to dlaczego by nie robić też tego w ich stronę?

Na przykład wiem, że zerkając na telefon nie skupiam się na lekcji. Na to samo, na co pozwalam sobie, pozwalam uczniom – w sprawach ważnych. Jeżeli ja odkładam telefon, to uczeń jest zupełnie inaczej skupiony. Tak zwane lekcje od biurka nie sprawdzają się, skutkują zerowym zaangażowaniem, dlatego ważne jest, by w lekcje zaangażował się z takim samym skupieniem uczeń, jak i nauczyciel.

Jesteś nieomylnym nauczycielem?

Nie jestem nieomylny. Zawsze proszę o to, żeby się na mnie nie gniewano, gdy popełnię błąd, bo też mam takie prawo. Trzeba powiedzieć mi wprost, że się pomyliłem w danym momencie. 

Uczysz swoich uczniów grania własnych interpretacji, czy pod klucz?

Uczę moich uczniów, że są pewne rzeczy, które trzeba wykuć na pamięć, ,,bo tak mówi klucz zadań”. Jednak jest też dużo rzeczy, gdzie można zrobić coś w kwestii własnej interpretacji. Zawsze mówię uczniom, żeby zagrali tak jak ja chcę, a potem tak jak oni by to chcieli usłyszeć. Potem proszę o wypośrodkowaną wersję między tymi dwoma i ona wychodzi idealna. To tutaj naprawdę dopiero zaczyna się muzyka – przy połączeniu dwóch realnych światów – słuchacza i wykonawcy. To on decyduje i kreuje muzykę, ale jego odbiorcą jest słuchacz. Muzyka bez słuchacza nie istnieje. 

fot. Z czerwonym aparatem – Kinga Tomala

Jak ci idzie prowadzenie firmy – młody przedsiębiorco?

Wiesz, że ja firmę zacząłem prowadzić z głupoty? Nie pamiętam jak to dokładnie było, ale wiem, że od dawna mówiłem wielu osobom, że kiedyś założę firmę i będę ich zatrudniał (oczywiście żartobliwie)Tak samo było, gdy w 2016 roku mówiłem, że założę orkiestrę i zaproszę ich do wspólnego muzykowania. Okazało się, że chcieć to móc. 

Tworzysz markę osobistą.

Tak. Myślę, że jeżeli się pod czymś podpisujesz pod czymś nazwiskiem to jesteś z tym kojarzony. To tak samo jak podpisujesz się pod partyturą, książką, dzieckiem. 

Jak to pod dzieckiem?

Dziecko zawsze będzie kojarzone z rodzicem. Jeśli się źle zachowuje, to ludzie raczej powiedzą pierwsze ,,Syn Kowalskiego, a taki pyskaty”, a rzadziej już słowa ,,Patrzcie, tatuś taki kulturalny, ale widać, że dziecko w ślady ojca nie poszło”. Ludzie zawsze pragną wpierw twoich wad, bo na nich mogą opierać swoje sukcesy – wedle zasady, że jeśli coś ci się nie udało, to dobrze, bo lepiej, żebyś nie miał lepiej niż ja. Niestety, ale taka rzeczywistość. Dopiero później zauważają twoje zalety, talenty. 

fot. Z czerwonym aparatem – Kinga Tomala

Wracając do firmy. Jesteś zadowolony z jej działania?

Nie jestem zadowolony w 100%, bo jako perfekcjonista, uważam że zawsze coś można zrobić więcej i lepiej. Miałem głębokie plany w marcu, w kwietniu, ale przyszła pandemia i wszystko się pokrzyżowało. 

Skąd wziąłeś lokal na szkołę?

Najpierw wynajmowałem salę od Gminnego Ośrodka Kultury, ale od momentu pandemii, działanie tam było utrudnione. Szczęście w nieszczęściu przez pandemię w marcu zamknęli nas całkowicie. Zakazali nam robić zajęcia, bo to był GOK. Stwierdziłem, że trzeba coś wynająć, bo inaczej uczniowie odejdą. Wynająłem i pierwszego czerwca ruszyłem z zajęciami w nowej lokalizacji. W tym lokalu też nie byłem zbyt długo. To był lokal na sklep spożywczy, z pochyłą podłogą, toaleta była dramatyczna. Po wakacjach, gdy któryś raz z rzędu przeciekał dach, podjęliśmy decyzję o zmianie miejsca. Popatrzyłem na ogłoszenia i dosłownie dzień wcześniej pan wystawił to ogłoszenie w którym teraz mamy siedzibę. Zadzwoniłem, stojąc pod tym budynkiem i zapytałem kiedy mogę go obejrzeć. Właściciel powiedział, że już. Zanim zapytałem o cenę, powiedziałem, że biorę ten lokal. 

Kto cię w tym wspiera? Może jakaś kobieta? Podobno, to ona, stoi za sukcesem mężczyzny.

Wiesz, moja mama na pewno. Jestem pełen podziwu i szacunku, i jak tylko będę miał możliwość odwdzięczenia się rodzicom na zasadzie wykupienia im rocznych wczasów na Malediwach, to to zrobię, ale pod warunkiem, że będzie mnie stać na kredyt (śmiech). Jestem pełen podziwu, że zawsze im się chciało mi pomóc i nigdy nie odmówili mi tej pomocy. Druga sprawa, w kontekście mamy, taty i sióstrjest taka, ze nigdy we mnie nie zwątpili. Nie tyle co spotkało się to z aprobatą, bo to różnie bywa, jeden pomysł jest lepszy, drugi gorszy, ale zawsze mi kibicowali i wierzyli do ostatniego momentu. Gdy coś mi nie wychodziło za pierwszym razem, to mówili mi, żebym spróbował drugi raz. Faktycznie tak było, za drugim razem wychodziło. To są ludzie, którzy wierzą w moje sukcesy. Ja wiem, że wielkim ciosem w życiu byłoby to, gdyby ich zabrakło. 

Mimo wszystko trzeba tu jasno powiedzieć, że do mojego sukcesu przyczynili się zarówno mama jak i tata, czy moje siostry i dziadkowie. Cały czas mam wyrzuty sumienia, że za mało dziękuję im za to wszystko. 

fot. Z czerwonym aparatem – Kinga Tomala

Dlaczego jesteś taki dobry? Dlaczego masz takie dobre serce?

Wiesz, ja nie wiem, czy mogę powiedzieć, że mam dobre serce. Mnie w życiu spotkało dużo dobra i dużo zła. Zapytałem siebie, co ja bardziej wolę w moim życiu, czy to dobro, które ludzie mi wyświadczyli, czy to zło. Doszedłem do wniosku, że dobro, więc dlaczego mam komuś odpłacać złem, jeśli ja sam nie chcę być tak traktowany. To taka myśl przewodnia. Pomimo tego, że ludzie cały czas będą cię ranić. Nawet w moim życiu tak jest do dzisiaj. Sytuacja sprzed tygodnia – wyświadczyłem komuś przysługę, a ta osoba mnie zbeształa i zrobiła mi jeszcze pod górkę. Do dobra nigdy nie należy się zniechęcać. Druga sprawa, jest taka, że jestem człowiekiem wierzącym. Dobro zawsze dwa razy wróci, wszystko ci dwa razy wróci. 

Moja znajoma, Kasia, gdy dowiadywała się, że czekam na dworcu na pociąg do Katowic, przyjeżdżała po mnie i zawoziła mnie. Nigdy nie wzięła ode mnie grosza za paliwo. Potem mnie wszędzie woziła, gdy musiałem załatwić wszystkie sprawy odnośnie koncertu kolęd. Powiedziałem jej, że jak zdam prawo jazdy, to będę ją podwoził wszędzie, gdzie będzie potrzebować. Uważam, że wywiązuję się z tego w 100%. Zawsze, gdy jest koncert, ktoś potrzebuje podwózki, to ja dokładając od siebie pod względem benzyny, czasu, kilometrów, czy zmęczenia. Czasem odwożę taką osobę 40km. Hitem było to, gdy dwa lata temu mieliśmy trzy koncerty kolęd; w Chorzowie, Świętochłowicach i w Bytomiu, i ja po każdym z tych koncertów odwoziłem znajomych z orkiestry do Krakowa. Uważam, że skoro, ktoś wyświadczył mi tyle przysługi przez lata, to ja chociażby odwdzięczę się drugiemu człowiekowi tym samym. A trzeba pamiętać, że Boga można najczęściej zobaczyć właśnie w drugim człowieku.

Dlaczego nie wstydzisz się swojego katolickiego wyznania?

No, ale dlaczego miałbym się wstydzić?

fot. Z czerwonym aparatem – Kinga Tomala

Dlaczego poszedłeś do liceum do Katowic? Jakie ono było?

To było liceum muzyczne. Ja miałem w gimnazjum panią nauczycielkę, która mi wprost powiedziała, że ja się do zwykłego liceum i popołudniowej szkoły muzycznej drugiego stopnia nie nadaję, bo ja się nie będę uczył ani matematyki, ani biologii, ani chemii, ani geografii, które będę miał na każdym możliwym profilu, a w liceum muzycznym nie ma takiego nacisku na owe przedmioty, a nawet odchodzą po pierwszym roku. Kto chciał, ten się uczył i miał szóstki. 

Wiedziałem, że potrzebuję takiego liceum. Był to najlepszy i najgorszy okres w moim życiu, zależy, jak na to spojrzysz. 

Trzeba być śpiewającą staruszką. Prawda?

A pewnie, że tak! Sam uczę ludzi starszych, mało tego – mi z nimi się bardzo dobrze się pracuje. Często próbują mnie oni swatać, ze swoimi wnuczkami. Umiem z nimi rozmawiać. Jestem staromodnym tradycjonalistą.

Co jest super w dzieciach? W końcu je też uczysz.

Dziecko jest mega szczere i to jest super. Dziecko ci mówi to co chce powiedzieć, nie to, co wypada, albo chcesz usłyszeć. To czasem boli, ale dziecka to nie przejmuje i to jest super. Ja bardzo sobie cenię tą cechę u ludzi.

fot. Z czerwonym aparatem – Kinga Tomala

Wracając do ciebie. Masz staromodny, ale elegancki styl, który jest rzadko spotykany u młodych mężczyzn.

Im wyglądasz dojrzalej, tym ludzie biorą cię poważniej. Ja tak się przejechałem w życiu kupując samochód w salonie. Najpierw wszedłem do salonu w dresie, źle zostałem potraktowany, wróciłem tam w marynarce i zostałem już milej obsłużony.

Jak ci się dyryguje?

To chyba coś, co najbardziej odpręża mnie w tym moim całym zwariowanym życiu. Niektórzy nie oddają się muzyce w 100%, gdy grają i nie pokazują swoich emocji. Też się na początku wstydziłem. Ja muzykom zawsze mówię, żeby nie wstydzili się pomyłek. Pomyłka nie może być kwestią stresową, bo jeżeli się mylisz i stresujesz się, że się mylisz, to po co przychodzisz na tą próbę. Pomyłka jest w życiu potrzebna, bo pomyłka cię skłania do tego, żebyś ty więcej nad sobą pracował. To, że mogę dyrygować – trzeba wprost powiedzieć – amatorsko i hobbistycznie, to spełnienie jednych z wielu moich marzeń. Cieszę się, że przyczyniło się do tego wiele osób, które stanęły na mojej drodze i zaufały mi, że mogę im ,,machać”.

Jaki to dobry muzyk?

Dobry muzyk musi przekazać emocje tak, by pokazać je na twarzy, w dźwięku i w sercu. Jeśli ma je na twarzy, to znaczy, że pochodzą z serca. Jeśli pochodzą z serca, to jest to pierwszy krok, by przekazać je w dźwięku. A jeśli przekaże je w dźwięku, to w stu procentach przekaże swoją miłość do muzyki wobec słuchacza. Wtedy może nazwać się dobrym muzykiem – jeśli w pełni oddaje swoje emocje wobec słuchaczy.

A północ już była?

Była.

fot. Z czerwonym aparatem – Kinga Tomala

Dodaj komentarz