Ratownik GOPR – Michał Juraszek – Nie potrafię i  nie mógłbym żyć inaczej, i się nie angażować.

Ratownik GOPR – Michał Juraszek – Nie potrafię i nie mógłbym żyć inaczej, i się nie angażować.

Z miłości do gór zrodziła się chęć do pomagania w nich.

Michał juraszek

Od kiedy jesteś ratownikiem ochotnikiem w GOPR?

Ratownikiem górskim jestem od 2013r, bo wtedy dostałem się za drugim razem, ale tak naprawdę wtedy zostałem dopiero stażystą.  Dopiero po odbyciu dyżurów stażowych zostałem kandydatem. Okres do zostania w pełni ratownikiem górskim ( 2015r. tzw. blachownie i przyrzeczenie złożone na ręce naczelnika ) trwał w miarę szybko, bo zależało mi na tym, aby się rozwijaćW końcu to pasja i coś co się kocha, i lubi robić. Staż  trwał dwa lata, bo już  w 2015r.  rozpocząłem tzw. I stopień, część zimową i letnią. Niestety dość późno zapoczątkowałem  przygodę z GOPR, bo dopiero w wieku 33 lat, ale z drugiej strony taki wiek sprawia, że tego typu decyzje podejmuje się bardzo świadomie i z pełną  odpowiedzialnością. 

Jak wyglądały twoje początki w GOPR?

Jak to na początku bywa, wszystko nowe, dużo emocji i wszędzie  chciałoby się być, a tu ani doświadczenia nie ma, ani wiedzy tak naprawdę ratowniczej. Nie zapomnę jednego z pierwszych dyżurów zimowych. Egzaminy zdaje się z narciarstwa zjazdowego, czyli automatycznie po dostaniu się  do GOPR i odbyciu kursu KPP, czyli Kwalifikowanej Pierwszej Pomocy, w ten czas  dyżuruje się pod bacznym okiem ratowników zawodowych i ochotników na różnych stacjach narciarskich w całych Beskidach, gdzie jako GOPR zabezpieczamy zorganizowane ośrodki narciarskie.  Podczas  jednego z pierwszych dyżurów miałem  praktycznie trzy,  jedna po drugiej interwencje i zwózki poszkodowanych na sam dół tzn. do Kamiennej w Korbielowie  i wyciągniecie akii (sprzęt do zwózki poszkodowanych w warunkach zimowych ) z powrotem na Halę Miziową. Takie akcje dało się odczuć  w rękach i nogach. Najlepsze było, jak przy zwożeniu jednej pani, oczywiście pod okiem  ratownika ochotnika, kolega,  który  mnie asekurował zapytał się pani,  czy było w porządku, bo kolega dzisiaj pierwszy raz jechał  z akią… Zobaczyłem strach w oczach tej pani, ale i też pewną radość. Takie oto były początki moich  pierwszych dyżurów. 

fot. Zbiory prywatne Michała Juraszka

Dlaczego zostałeś ratownikiem?

Myślę, że wszystko, albo prawie wszystko wynosi się z domu,  dlatego bardzo dobrze pamiętam, jako dziecko, wycieczki z rodzicami na pobliskie szczyty w Beskidzie Żywieckim, na Rysiankę, Romankę czy Halę Boraczą, oraz w Beskidzie Śląskim Barania Górę, Skrzyczne. Zatem  do  gór, w których się  urodziłem, ciągnęło mnie praktycznie od małego. Potem były wycieczki w góry, jako ministrant czy oazowicz na rekolekcje weekendowe, które kończyły się  spaniem pod namiotem lub w schronisku.  Praktycznie w każdym etapie mogę  powiedzieć, że ciągnęło mnie w  moje Beskidy i Tatry. 

Dodam jeszcze, że zawsze musiałem być na górze pierwszy,  nie wiem, dlaczego… być może było to pokierowane moją  wewnętrzną ambicją,  ale zawsze musiałem być na szczycie pierwszy. 🙂 

Podczas pobytu na wyjeździe rekolekcyjnym w Szaflarach, który odbył się w klasie 8,  wybraliśmy się w Tatry, a dokładnie do Doliny Chochołowskiej. Zdobyliśmy Wołowiec i to był mój pierwszy dwutysięcznik. Do dzisiaj mam sentyment do Tatr Zachodnich i tego szczytu, a z miłości do gór zrodziła się chęć do pomagania w nich. 

Co jest wynagrodzeniem Twojej pracy? 

W GOPR jestem ochotnikiem, dlatego moim największym wynagrodzeniem jest satysfakcja, a w kwestii materialnych to tzw. sort czy wyposażenie ratownika,  ubrania, kask i nawet narty. 😉 

W jaki sposób ludzie po udanej akcji okazują wdzięczność? 

Wdzięczność po udanej akcji jest okazywana w  różnej formie. Zwykle jest to płynące z serca „dziękuję” , według mnie są to  najmilsze słowa, ale bywają także  laurki zrobione ręcznie czy telefony do centrali z podziękowaniem.  

Jakie akcje górskie najbardziej zapadają w pamięć? 

Myślę, że każdy ratowniki inaczej do tego podchodzi i dla różnych ludzi różne te akcje mogą być… dla mnie, te  które są bardzo długie, trwające nawet całą noc, a nawet dzień czy dwa z przerwami lub w bardzo trudnym terenie. Przypomina mi się akcja sprzed chyba dwóch lat, było to początkiem maja, kiedy szukaliśmy  80 letniego Pana z Krakowa. Poszukiwany zostawił samochód na Przełęczy Krowiarki i poszedł na Babią Górę. Jak już wyżej zostało wspominane, było to początkiem maja,  warunki nie sprzyjały wędrówką po górach. Było zimno, mgła, temperatura poniżej zera  i bardzo dużo śniegu w masywie Babiej Góry. Miałem wtedy do przeczesania teren z bardzo dużą ilością kosodrzewiny, praktycznie było to brodzenie w kosówce z gałęzi na gałąź i przejście 100m  zajmowało nam, chyba z pół godziny. Druga akcja,  którą zapamiętałem,  to ta gdzie była reanimacja. Była zima w Beskidzie małym na Potrójnej,  wsparciem w tej trudnej akcji był  również dla nas  TOPR. Niestety pomoc została wezwana za późno i tego pana nie udało się  już uratować i mimo długiej reanimacji został  tam smutny obowiązek zwiezienia ciała z szacunkiem do dół gdzie już czekał zakład pogrzebowy. W takich wypadkach od  świadków zdarzenia zależy bardzo dużo, im  szybciej zareagują, tym jest większa szansa, że jak przybędziemy, to uda się  uratować człowieka

fot.: Michał Juraszek

Z czym wiąże się bycie ratownikiem?

Myślę, że na pewno z odpowiedzialnością za siebie i innych, do których się idzie czy jedzie w górach i na pewno z profesjonalizmem. Tak mi się wydaję, bo w górach jesteśmy tylko my, góry i  człowiek potrzebujący pomocy. Naszych błędów może już nikt nie naprawić, dlatego z wielkim profesjonalizmem i odpowiedzialnością podchodzimy do każdej akcji

Jak myślisz, jakie cechy charakteru powinien mieć dobry ratownik? 

Myślę, że ratownik górski powinien być z jednej strony empatyczny, umiejący podejść ze współczuciem do potrzebującego,  a z drugiej strony stonowany i wyważony z chłodną głową, aby działać skutecznie i profesjonalnie, bez niepotrzebnych w tym momencie emocji. 

Twoim zdaniem, jakie umiejętności powinien mieć dobry ratownik? 

Myślę, że wszelkie umiejętności orientacji i poruszania się w terenie, umiejętności działań medycznych, a także znajomość sprzętu ratowniczego ( mechanicznego czy górskiego ) oraz współdziałania z innymi, bo każdy ma różne talenty i jeden jest lepszy np. w działaniach medycznych, inny w linowych, a jeszcze inny w jeździe na nartach, a zatem  umiejętność współpracy jest jak najbardziej ważna i pożądana.

W takich wypadkach od świadków zdarzenia zależy bardzo dużo. Im szybciej zareagują, tym jest większa szansa, że jak przybędziemy, to uda się uratować człowieka.

michał juraszek

Jak wygląda dyżur?

Na dyżur przede wszystkim  przychodzi się punktualnie i  zaczyna się przeważnie od godziny 8:00. Bywają dyżurki, zwłaszcza przy zorganizowanych ośrodkach narciarski, że np. zaczyna się od 9, czyli tak jak zaczyna dana stacja narciarska. Skupmy się jednak na dyżurach górskich. Tak więc jak już  wspomniałem zaczynamy dyżur na stacji ratowniczej  od godziny 8 i dyżur trwa przeważnie do 20. Na samym początku jest podawany komunikat do Centrali poprzez radio odnośnie warunków panujących w górach w rejonie danej stacji ratowniczej takich jak temperatura, zachmurzenie, wiatr czy jest i jaka jest jego siła, jaki są warunki na szlakach, czy łatwe, trudne itd… oraz podawana jest informacja kto jest na dyżurze: Imię, Nazwisko i czy jest to ratownik zawodowy, ochotnik czy kandydat. Wszystkie te informacje zapisuje się w Książce Dyżurów. Taki komunikat powtarza się jeszcze o godzinie 13 do Centralnej Stacji Ratowniczej. Sprawdza się sprzęt ( samochód, quad, sprzęt do zwózki czy ewakuacji w trudnym terenie  ) czy wszystko jest w porządku, stan apteczki czy niczego nie brakuje i…. się czeka…. po prostu czeka się na zgłoszenie do wypadku, akcji czy interwencji w górach. Jeśli np. jest zła pogoda i bardzo mała ilość turystów w górach to bierze się radio, apteczkę i idzie się na patrol. Warto sprawdzić teren…. raz, że się można kondycyjnie wzmocnić to jeszcze można niekiedy natrafić na potrzebującego turystę. Jeśli dyżur jest pracowity to znaczy, że jest dużo różnego rodzaju interwencji i działań. 

fot.: Zbiory prywatne Michała Juraszka

Jakie są zalety pracy ściśle związanej z pasją w tym przypadku?

Możliwość przebywania w tak niezwykłych okolicznościach przyrody jakimi są góry, a dotarcie do dyżurki np. na Hali Miziowej na godzinę 8 z pełnym plecakiem wraz z apteczką i jedzeniem na cały weekend ćwiczy kondycję 😉 

Ciągle poznajesz nowe osoby. Co mógłbyś o tym powiedzieć? 

Powiem tak…. świat jest naprawdę mały i nigdy nie wiadomo kiedy kogoś nawet znanego się  górach spotka…. i tak na przykład na jednym ze swoich pierwszych dyżurów ktoś puka do dyżurki na Hali Mizoiwej…. otwieram, patrzę, a tu Martyna Wojciechowska… Innym razem tzn. było to w tym roku zgłosiła się  do nas dziewczyna, która szła Główny szlak Beskidzki z różnymi otarciami w okolicach bioder… otwieram dyżurkę, a tu ona: Michał…. szybka burza mózgu skąd się znamy i nagle wiem…. Krakowski Festiwal Górski, gdzie byliśmy także jako Grupa Beskidzka GOPR z zajęciami pierwszej pomocy dla każdego, kto chciał takie działanie poćwiczyć. I ta dziewczyna tam wtedy była i rozpoznała mnie, że tamte zajęcia prowadziłem.  W połowie września tego roku podczas zabezpieczenie rajdu osób niepełnosprawnych w naszych Beskidach, w takim pięknym projekcie, udało się spotkać Kingę Baranowską…. tak, tak, tą Kingę Baranowską…. fantastyczna Osoba. Szliśmy razem z dziećmi na Babią  Górę, choć projekt zakładał zdobycie najwyższego szczytu w każdym z naszych Beskidów: Małym, Śląskim oraz Żywieckim.  Niesamowite, że  takie ciekawe osoby można spotkać 🙂

fot.: Zbiory prywatne Michała Juraszka

Dlaczego przykładasz tak dużą wagę do edukowania dzieci i młodzieży w tematach związanych z górami i ratownictwem? 

Cóż może być piękniejszego poza ratowaniem życia w górach jak przekazywanie wiedzy i edukowanie w zakresie pierwszej pomocy i bezpieczeństwa w górach dzieciaki i młodzież? Jeśli dzięki takim zajęciom choć jedno zdrowie czy życie się ocali to jest i było warto 🙂 

Dlaczego angażujesz się społecznie?

Kocham to, bo mam w sobie taką pasję i może też dlatego, że jestem wychowany na wartościach chrześcijańskich. Nie potrafię i nie mógłbym żyć inaczej i się nie angażować… 🙂

Dodaj komentarz